Pacjentka postawiona na NOGI!

21

Luty

2019

Rehabilitacja dorosłych

Zespół Guillaina-Barrégo

 

Ósmy miesiąc ciąży, do tej pory wszystko przebiegało bez problemów. Czułam się świetnie. Spotykałam się z przyjaciółmi, chodziłam do pracy, cieszyłam się życiem i niecierpliwie czekałam na termin porodu. Pierwszym niepokojącym objawem było drętwienie dłoni i stóp. Ginekolog zapewniał, że jest to prawdopodobnie ucisk dziecka na kręgosłup i nie mam się czym przejmować. Po wizycie wyszłam uspokojona i zapewniona, że po porodzie wszystko wróci do normy. Drętwienia narastały, a dodatkowo objęty paraliżem został VII nerw twarzowy, czyli lewa strona twarzy: powieka, czoło, kącik ust i język. Sprawa zrobiła się bardziej poważna. Pojechałam na pogotowie, żeby skonsultować dziwne objawy. Lekarz przypuszczał, że jest to skutek „przewiania” i stwierdził, że poprawa nastąpi w przeciągu tygodnia. Jednak mój stan był coraz gorszy. Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia. Jedna z ostatnich wizyt u ginekologa przed porodem. Do gabinetu musieli wprowadzić mnie mąż z tatą ponieważ drętwienia nóg znacznie utrudniały poruszanie się, a ciążowy brzuszek wcale nie ułatwiał sprawy. Lekarz był przerażony moim stanem i oznajmił, że jeszcze nie spotkał się z takim przypadkiem. Wypisał skierowanie na cesarskie cięcie, natomiast zalecił zwlekać tak długo jak będę mogła ze względu na istotny rozwój maleństwa w ostatnim miesiącu ciąży. Termin porodu miałam wyznaczony na ostatni tydzień stycznia, więc trochę musiałabym się jeszcze pomęczyć. Święta przebiegły dosyć spokojnie, ale smaku karpia niestety nie czułam ze względu na zanik zmysłu smaku i drętwienie dolnej części twarzy. Sylwester okazał się być kresem moich możliwości i po nieprzespanej nocy pierwszego stycznia zdecydowałam się jechać do szpitala. Położnicza Izba Przyjęć w zabrzańskich Biskupicach była pełna więc z obecnym przy mnie mężem i rodzicami nastawiliśmy się na długi czas oczekiwania. Po zapoznaniu się z moim przypadkiem i konsultacji z neurologiem ginekolog podjął decyzję o cięciu cesarskim jeszcze tego samego dnia. Syn urodził się zdrowy w 37 tygodniu ciąży, a ja od tamtego dnia nie wstałam już sama z łóżka przez kolejne pół roku. Zdiagnozowano u mnie Zespół Guillaina-Barrégo, czyli ostrą polineuropatię demielinizacyjną o podłożu autoimmunologicznym. Trafiłam na OIT gdzie zostałam poddana plazmaferezie, czyli oczyszczaniu osocza z niszczących kompleksów immunologicznych. Zabieg trwał 5 dni, po czym zostałam odesłana na Odział Neurologiczny. Na weekend dostałam przepustkę. Przez dwa dni mogłam się nacieszyć synkiem w domu, a w poniedziałek karetka przewiozła mnie na intensywną szpitalną rehabilitację w Reptach. Niestety po dwóch tygodniach mój stan się pogorszył. Tym razem metodą leczenia były wlewy dożylne z preparatami immunoglobulin – pełnowartościowych, nieuszkodzonych cząsteczek przeciwciał, usuwających niepożądane agregaty białkowe. Po czym znowu trafiłam do Rept. Rehabilitacja trwała 16 tygodni, a były to głównie zabiegi wodne, prądowe stymulacje oraz ćwiczenia na Sali gimnastycznej z rehabilitantem. Codziennie od rana do wieczora był ze mną ktoś bliski, głównie mąż i tata, ponieważ przenoszenie mnie z łóżka na wózek wymagało siły. Popołudniami po zabiegach rehabilitacyjnych przyjeżdżała rodzina i znajomi. Nigdy nie byłam sama co pozwoliło mi nie myśleć za dużo o chorobie i trudnościach z nią związanych. Czasem nawet udało mi się zobaczyć syna, z którym przyjeżdżała moja mama. Po paru tygodniach pozwolono mi wracać na weekendy do domu ponieważ mój stan się poprawiał. Niestety turnus rehabilitacyjny szybko minął, a ja dalej nie potrafiłam sama chodzić. Na szczęście okazało się, że rehabilitację mogłam kontynuować w Ośrodku Rehabilitacyjnym Fizjo Factory w Chorzowie. Rehabilitantka Estera szybko postawiła mnie na nogi i już po miesiącu pozbyłam się wózka oraz chodzika. Prócz ćwiczeń na sali, przy ładnej pogodzie, wychodziłyśmy na spacery. Korzystałam również z zabiegów prądowych oraz masaży. Większość chorych po przebytym zespole Guillaina-Barrego wraca całkowicie do zdrowia lub występuje u nich jedynie niewielki deficyt neurologiczny. Mój przypadek na szczęście należy do tych z pozytywnym zakończeniem i mogę w pełni cieszyć się zdrowiem. Choroba niewątpliwie była trudnym sprawdzianem dla wytrwałości mojej jak również całej rodziny.

Agata